Boliwia
Wpisany przez Administrator niedziela, 27 listopada 2011 04:14
Granica Peru - Boliwia. Szczegolowa kontrola graniczna - szczesliwie tylko plecaka, czyli cos do czego juz przywyklem. Chwile pozniej dlugie negocjacje ceny biletu autobusowego, ktore nic nie daly i placac cene kilkadziesiat procent wieksza niz powinienem rozsiadam sie moim srodku transportu. Autobus, ktorego wyglad wskazuje na conajmniej 50 lat, trzymal sie w jednym kawalku chyba tylko dzieki nowemu lakierowi. W srodku scisk, halas i pelno zyczliwych usmiechow zainteresowanych wspoltowarzyszy podrozy. Po godzinie jazdy drogami, ktore o juz nie robia na mnie wrazenia – dziura na dziurze i ciagle bujanie, wazne ze „bezpiecznie” i w kierunku jaki sobie zalozylem.
Zanim dotarlem do La Paz, czyli stolicy Boliwii trafilem do
Tiwanaku, w ktorym znajduje sie Puertal del Sol, kamienna konstrukcja powstala okolo 1500 r.p.n.e, na wysokosci okolo 3800 m.n.p.m..
Pech chcial, ze dotarlem w okolice muzeum juz po zamknieciu
jego wrot dla zwiedzajacych i jedyne co moglem zrobic to pocalowac klamke. Cena
wstepu nie zachwycala 25 dolarow– ktos tam chyba zwariowal, wiec moze i lepiej ze bylo zamkniete. Krotki
spacer po okolicy, szybki rzut okiem nac
zabytek zza ogrodzenia, „dyskusja” (dosc niegrzeczna) z dwoma Boliwijczykami,
ktorzy znanym mi wzrokiem spogladali na moj plecak, poszukiwania transportu i ruszam w kierunku stolicy.
Znalezienie miejsca na namiot nie nalezy do jakis
nadzwyczajnych wyzwan. Boliwia zapewnia duzo przestrzeni, gdzie wieczorem,
przez nikogo niezauwazonym mozna spokojnie spedzic noc. Jedyny problem to
wszechobecne dzikie psy, ktore walesaja sie w okolicach drog. Szczesliwie poki co nie musze wchodzic z nimi w blizsze
kontakty, ktore prawdopodobnie nie skonczylyby sie zbyt dobrze dla mojej osoby.
Niewielki problem pojawial sie tylko w nocy, gdy pecherz dawal znac, ze czas na
pozbycie sie jego zawartosci, a dookola namiotu slychac bylo wczesniej
wspomniane zwierzatka... czyli trzymamy do rana.
Centrum La Paz to jedno wielkie targowisko, setki sklepow, straganow i tysiace osob. Szczegolny podziw wzbudzalii tragarze,przenoszac pomiedzy uliczkami raz w gore, raz w dol (La Paz polozone jest jest na wzgorzach) gigantyczne ilosci towarow.
Targ czarownic, czyli jedno z tych magicznych miejsc, ktore pamieta sie na dlugo. Polozone w centrum, posrod dzieisatek uliczek, pelne kobiet sprzedajacych przyprawy, ziola, suszone male lamy, a jesliby porozmawiac troszke dluzej z jedna z bardziej otwartych osob to mozna dowiedziec sie, ze mozna tam rowzniez nabyc roznego rodzaju medykamenty lokalnej produkcji, pelne naturalnych skladnikow i dobre na kazda przypadlosc – chorobe, milosc, zazdrosc czy nienawisc.
Liscie koki, w wielu miejcach na swiecie kojarzone tylko z
przemyslem narkotykowym, w rejonie Boliwii albo Peru sa czyms calkowicie
normalnym, uzywanym przez kazdego bez znaczenia na wiek czy plec. Dzialaie jest
wilostronnne, zwalczaj bol glowy, pomagaj na chorobe wysokogorska, odejmuje
zmeczenie. Niezastapiona roslina w regionie gdzie wysokosc terenu powyzej 3500 mnpm.W mojej opini niezbyt smaczna, ale po kilku dniach mozna sie
przyzwyczaic, jest nieszkodliwa dla organizmu, a napewno nie bardziej niz kawa, czy napoje energetyczne tak czesto uzywane
przez „”cywilizowane” narody. Co ciekawe
liscie koki byly zabronione w Boliwii przez wiele lat, kiedy to kraj bral udzial w kampani inspirowanej przez USA, a polegajacej na likwidacji upraw. Dopiero t Evo
Morales, pierwszy prezydent wywodzacy sie z ludu idian Ajmarow, chcac zdobyc przychylnosc chlopow, robiac na zlosc
Amerykanom, i chcac rozwianac galaz przemyslu, ktora przez wieki istaniala w
tym regionie przywrocil te rosline do
obiegu na rynku. (zrobil jeszcze kilka innych rzeczy, jak np. nacjonalizacja wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego)
Targ czarownic i suszone zarodki lamy, ktore podobno sa amuletami szczescia.
Rejon Salar de Uyuni, w oczekiwaniu na autobus, ktory nigdy nie przyjechal. Kilkanascie minut wczesniej zrezygnowalem z planow pieszej wycieczki przez pustynie. Stalo sie to za sprawa kilku atakow dzikich psow, z opresji szczesliwie udalo mi sie wyjsc calo - wszystko dziekie twardym butom idealnie pasujacym do pyska psa i torbie pelnej butelek wody – bron idealna :)
Nocleg na stacji kolejowej w Uyuni, jedno z wielu dziwnych
miejsc do odpoczynku, najwaznijesze ze bzpiecznie i wygodnie. Przesiedzialem tam
jakies 15 godzin. Na zewnatrz burza piaskowa. Za zdjecie dziekuje Silvii i Vasco
Prtzejscie graniczne Boliwia - Chile, gdzie piekno pustyni powala na kolana. Maly budynek , zrujnowany pociag, kilku handlarzy i pustynia dookola... jeszcze tam wroce.
Wiecej fotek na
http://placeknow.com/user/onemantrip-41/bolivia/3911925-la_paz.html
| « poprzednia | następna » |
|---|






