Blog
Argentina part 2
Thursday, 29 December 2011 17:56
Dalsza czesc podrozy przez Argentyne. Po odwiedzeniu Ziemi Ognistej ruszylem na polnoc, aby po kilku kilometrach przypadkowo odbic na zachod i dotrzec do El Calafate. Tam na jednej ze skal czekal na mnie on...
Dal podejsc do siebie "tylko" na odleglosc 2 metrow po czym sploszony przez japonska wycieczke z milonem aparatow odlecial.
Sptkalem pare z Niemcow, z ktorymi podjechalem kilka kilometrow, az do bramy parku - oni ogladac lodowiec, a ja w przeciwnym kierunku - 25 dolarow za wstep, czyli moj tygodniowy budzet, to stanowczo za duzo jak dla mnie. Poszedlem jeszcze tylko do straznikow parku napelnic woda butelke i jakos tak wyszlo, ze 5 minut pozniej mialem w kieszeni bilet 0 pesos i nawet transposrt w okolice lodowca:)
Patagonia... pusto dookola, raz na kilkanascie mionut przejedzie tylko jakis samochod pelen turystow, ktorym nawet do glowy nei przyjdzie, ze mozna sie zatrzymac i pomoc... wiec ide sobie wzdloz drogi z nadzieja, ze cos sie zatrzyma (tego dnia, w ciagu 12 godzin przejechalem cale 200 km)
Zbliza sie wigilia, a ja ciagle w drodze. Moja Odyseja - cyklopow moze nie ma ale tez jest zajeb... fajnie.
Urocza plaza gdzies w okolicach Mar Del Plata - za wydma ocean.
Namiot nie wytrzymal sily wiatru, przykrylem sie tylko tropikiem i spac... w nocy zimno
troche opuchniety, ale najwazniejsze ze wykapany, pachnacy w swiezych ubraniach - dzis wigilia
Wigilijana kolacja, bulka, owsianka zmieszana z zupka chinska i wino musujace otrzymane w prezencie od napotkanych ludzi.
wigilia ciag dalszy... alkohol nie smakuje, odwyklem :) zrobilem kilka lykow i wystarczylo.
Wielogodzinne oczekiwanie na okazje do Buenos Aires zrodzilo historie o zolwiu... bardzo krotka historie
Polski akcent na drogach rowniez obecny.
Buenos Aires - za chwile strace portfel :)
Dzielnica La Boca, tutaj krol jest tylko jeden - Boca Juniors
Chociaz kryzys, ktory nastapil w Argentynie na poczatku XXI jest juz przeszloscia, to jego skutki sa wciaz odczuwalne. Na zdjeciu wystawa zdjec z okresu demonstracji ulicznych.
Palac prezydencki :)))
Wiecej zdjec na http://placeknow.com/user/onemantrip-41.html
Argentina part 1
Saturday, 17 December 2011 17:26
Andy po stronie Argentynskiej
Kilka dni odpoczynku na farmie rodzinki o polskich korzeniach
nie ma to jak świeży królik, czyli kolacja zapewniona
Festiwal muzyki narodowej w Villa Mercedes. Szkoda, ze zdjecie nie oddaje atmosfery jaka tam panowala - ludzie bawiacy sie pomiedzy lawkami, swobodnie wchodzacy na scene i tanczacy tango, brak ochrony i jakichkolwiek przejawow glupoty, a alkohol spożywany w sporych ilosciach. Mozna? - mona :)
Krolik - troche gumowaty, ale zjadliwy :)
Gdzies po drodze na poludnie. Nadchodzi burza, za chwile bedzie calkiem ciemno, a deszcz bedzie zacinac przez dobra godzine.
Szczesliwie - znalazlem wiate autobusowa, gdzie postanowilem schronic sie przezd zmoknieciem. Nieszczesliwie - zlozylo sie tak, ze dzikie pszczoly mialy ten sam pomysl, czyli mokniemy :)
Urok Argentyny to miedzy innymi mnogość rożnego rodzaju starych samochodów
Idealna okazja, czyli Argentynczyk Polak, Meksykanin i Niemka w jednym samochodzie - 3 dni i 2200 km
Poczekalnia na granicy agrentynsko chilijskiej, czyli sucho, cieplo z kuchnia i lazienka. Idealne miejsce na nocleg.
Tierra del Fuego
Widok na miasto Ushuaia, czyli najbardziej wysuniete na poludnie miasto swiata
Dzieci Argentynie nie zapomnialy o Islas Malvinas (Falkalandy), wszystkie napisy, pomniki i broszury opisuja te wyspy jako wlasnosc Argentyny.
Prawdziwi kowboja sa juz tylko w Argentynie
Gwanako - ladne i smaczne :)
Druga seria zdjec z Argentynmy juz wkrotce
Chille
Tuesday, 29 November 2011 12:21
W Chile spedzilem zaledwie tydzien. Caly czas w drodze, w otoczeniu pustyni, piekne krajobrazy, palace slonce i wspaniali kierowcy ciezarowek, dzieki ktorym mialem okazje probowac specjalow lokalnej kuchni.
Posrodku pustyni brama wstepu do krainy Chile. Najblizsze miasteczko w odleglosci okolo 200km, a poza tym tyko piasek, slone jeziora, gory i powiew swiezego pustynnego powietrza.
Za kilka minut para widoczna na zdjeciu, widzac moja zaklopotana twarz zaproponuje mi pomoc w znalezieniu transportu przez pustynie, co skonczy sie darmowa przejazdzka do miasta Calama i smacznym obiadkiem :)
Jedno z wielu slonych jeziora w okolicach Parku Narodowego Alto Loa
Nie ma to jak przyjazny kierowca ciezarowki, jednak byloby lepiej gdyby nie byl pod wplywem i nie bawil sie podczas podrozy 30 cm nozem :)
Oczekiwanie na okazje, czyli kilka godzin w palacym sloncu
Kolacja, czyli owsianka z chinska zupka na zimno :) - cudo!
Ostatnie promienie slonca, nadchodzi upragniony chlod nocy.
Droga... uwielbiam
Droga przez Andy i przejscie graniczne, za chwile juz w Argentynie
Kilka zdjec wiecej znajdziecie na http://placeknow.com/user/onemantrip-41.html
Boliwia
Sunday, 27 November 2011 04:14
Granica Peru - Boliwia. Szczegolowa kontrola graniczna - szczesliwie tylko plecaka, czyli cos do czego juz przywyklem. Chwile pozniej dlugie negocjacje ceny biletu autobusowego, ktore nic nie daly i placac cene kilkadziesiat procent wieksza niz powinienem rozsiadam sie moim srodku transportu. Autobus, ktorego wyglad wskazuje na conajmniej 50 lat, trzymal sie w jednym kawalku chyba tylko dzieki nowemu lakierowi. W srodku scisk, halas i pelno zyczliwych usmiechow zainteresowanych wspoltowarzyszy podrozy. Po godzinie jazdy drogami, ktore o juz nie robia na mnie wrazenia – dziura na dziurze i ciagle bujanie, wazne ze „bezpiecznie” i w kierunku jaki sobie zalozylem.
Zanim dotarlem do La Paz, czyli stolicy Boliwii trafilem do
Tiwanaku, w ktorym znajduje sie Puertal del Sol, kamienna konstrukcja powstala okolo 1500 r.p.n.e, na wysokosci okolo 3800 m.n.p.m..
Pech chcial, ze dotarlem w okolice muzeum juz po zamknieciu
jego wrot dla zwiedzajacych i jedyne co moglem zrobic to pocalowac klamke. Cena
wstepu nie zachwycala 25 dolarow– ktos tam chyba zwariowal, wiec moze i lepiej ze bylo zamkniete. Krotki
spacer po okolicy, szybki rzut okiem nac
zabytek zza ogrodzenia, „dyskusja” (dosc niegrzeczna) z dwoma Boliwijczykami,
ktorzy znanym mi wzrokiem spogladali na moj plecak, poszukiwania transportu i ruszam w kierunku stolicy.
Znalezienie miejsca na namiot nie nalezy do jakis
nadzwyczajnych wyzwan. Boliwia zapewnia duzo przestrzeni, gdzie wieczorem,
przez nikogo niezauwazonym mozna spokojnie spedzic noc. Jedyny problem to
wszechobecne dzikie psy, ktore walesaja sie w okolicach drog. Szczesliwie poki co nie musze wchodzic z nimi w blizsze
kontakty, ktore prawdopodobnie nie skonczylyby sie zbyt dobrze dla mojej osoby.
Niewielki problem pojawial sie tylko w nocy, gdy pecherz dawal znac, ze czas na
pozbycie sie jego zawartosci, a dookola namiotu slychac bylo wczesniej
wspomniane zwierzatka... czyli trzymamy do rana.
Centrum La Paz to jedno wielkie targowisko, setki sklepow, straganow i tysiace osob. Szczegolny podziw wzbudzalii tragarze,przenoszac pomiedzy uliczkami raz w gore, raz w dol (La Paz polozone jest jest na wzgorzach) gigantyczne ilosci towarow.
Targ czarownic, czyli jedno z tych magicznych miejsc, ktore pamieta sie na dlugo. Polozone w centrum, posrod dzieisatek uliczek, pelne kobiet sprzedajacych przyprawy, ziola, suszone male lamy, a jesliby porozmawiac troszke dluzej z jedna z bardziej otwartych osob to mozna dowiedziec sie, ze mozna tam rowzniez nabyc roznego rodzaju medykamenty lokalnej produkcji, pelne naturalnych skladnikow i dobre na kazda przypadlosc – chorobe, milosc, zazdrosc czy nienawisc.
Liscie koki, w wielu miejcach na swiecie kojarzone tylko z
przemyslem narkotykowym, w rejonie Boliwii albo Peru sa czyms calkowicie
normalnym, uzywanym przez kazdego bez znaczenia na wiek czy plec. Dzialaie jest
wilostronnne, zwalczaj bol glowy, pomagaj na chorobe wysokogorska, odejmuje
zmeczenie. Niezastapiona roslina w regionie gdzie wysokosc terenu powyzej 3500 mnpm.W mojej opini niezbyt smaczna, ale po kilku dniach mozna sie
przyzwyczaic, jest nieszkodliwa dla organizmu, a napewno nie bardziej niz kawa, czy napoje energetyczne tak czesto uzywane
przez „”cywilizowane” narody. Co ciekawe
liscie koki byly zabronione w Boliwii przez wiele lat, kiedy to kraj bral udzial w kampani inspirowanej przez USA, a polegajacej na likwidacji upraw. Dopiero t Evo
Morales, pierwszy prezydent wywodzacy sie z ludu idian Ajmarow, chcac zdobyc przychylnosc chlopow, robiac na zlosc
Amerykanom, i chcac rozwianac galaz przemyslu, ktora przez wieki istaniala w
tym regionie przywrocil te rosline do
obiegu na rynku. (zrobil jeszcze kilka innych rzeczy, jak np. nacjonalizacja wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego)
Targ czarownic i suszone zarodki lamy, ktore podobno sa amuletami szczescia.
Rejon Salar de Uyuni, w oczekiwaniu na autobus, ktory nigdy nie przyjechal. Kilkanascie minut wczesniej zrezygnowalem z planow pieszej wycieczki przez pustynie. Stalo sie to za sprawa kilku atakow dzikich psow, z opresji szczesliwie udalo mi sie wyjsc calo - wszystko dziekie twardym butom idealnie pasujacym do pyska psa i torbie pelnej butelek wody – bron idealna :)
Nocleg na stacji kolejowej w Uyuni, jedno z wielu dziwnych
miejsc do odpoczynku, najwaznijesze ze bzpiecznie i wygodnie. Przesiedzialem tam
jakies 15 godzin. Na zewnatrz burza piaskowa. Za zdjecie dziekuje Silvii i Vasco
Prtzejscie graniczne Boliwia - Chile, gdzie piekno pustyni powala na kolana. Maly budynek , zrujnowany pociag, kilku handlarzy i pustynia dookola... jeszcze tam wroce.
Wiecej fotek na
http://placeknow.com/user/onemantrip-41/bolivia/3911925-la_paz.html
More Articles...
Page 1 of 23
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>






